Technologie summer friendly – jakie procedury są bezpieczne latem

Latem w gabinetach kosmetologicznych i klinikach medycyny estetycznej królują zabiegi mało inwazyjne, ale wcale nie znaczy to, że mniej skuteczne. Sprawdzamy, co warto zaproponować klientkom w wakacyjne miesiące.

 

Sezonowość ma wpływ na zabiegi kosmetologiczne i hi-tech, ale czasy, kiedy klientka od czerwca słyszała: „zapomnijmy na kilka miesięcy o laserach” albo „teraz to tylko pielęgnacja i masaż” są już za nami. Rozwój technologii i formuł kosmetycznych sprawił, że sytuacja zmieniła się diametralnie. I to z korzyścią zarówno dla gabinetów, jak i klientek, które chcą regularnie dbać o skórę. Dziś wiele popularnych zabiegów można wykonywać także w wakacje, co nie zmienia faktu, że kluczowa dla efektów jest odpowiednia kwalifikacja, właściwe dobranie parametrów zabiegowych oraz stosowanie wysokiej fotoprotekcji. Nie oznacza to, że przed urlopem można bez obaw umówić się na laser ablacyjny – na to żaden kosmetolog się nie zgodzi. Z drugiej strony – sprzęty wcale nie muszą kurzyć się aż do września.

W letnie miesiące specjaliści stawiają na zabiegi mało inwazyjne, regenerujące i niewymagające długiej rekonwalescencji. Są one wsparciem dobrej kondycji skóry, profilaktyką anti-aging oraz chronią przed powstawaniem przebarwień. Wiele osób zadaje sobie pytanie, czy takie delikatniejsze zabiegi są skuteczne. Współczesna kosmetologia i medycyna estetyczna pokazują, że tak – choć ich istotą nie jest agresywna przebudowa tkanek, ale inteligentna stymulacja skóry. Można traktować je nie tylko jako sposób na utrzymanie efektów bardziej inwazyjnych zabiegów, ale też jako wsparcie zdrowia i kondycji skóry, by po wakacjach była przygotowana na silniejsze bodźce. O ile takie będą w ogóle potrzebne.

Istota działania

Zabiegi wykonywane w letnie miesiące powinny koncentrować się na odbudowie bariery hydrolipidowej, działaniu silnie antyoksydacyjnym, redukcji stanu zapalnego, nawilżeniu oraz stymulacji komórkowej, jednak bez wywoływania silnego uszkodzenia skóry. To nie tylko potrzeba wywołana sezonowością, lecz także oczekiwaniami klientów i trendem longevity, który stawia na długofalowe wspieranie dobrej kondycji skóry przez subtelniej działające procedury.

Ostatnie lata to widoczna zmiana w podejściu do zabiegów hi-tech i estetycznych. Klientki poszukują coraz mniej inwazyjnych procedur, które nie wymagają wyłączenia się z codziennych aktywności. Chcą po zabiegu wyjść na lunch z koleżankami lub wyskoczyć na zakupy. W efekcie coraz większą popularność zdobywają urządzenia wykorzystujące światło, fale ultradźwiękowe czy biostymulację. Przyjrzyjmy się więc rozwiązaniom summer friendly, które ma do dyspozycji kosmetolog.

Modne światło LED

W kosmetologii światło LED było przez lata traktowane jako dodatek do zabiegów. Ostatnie miesiące to jednak prawdziwy boom na tę technologię – zarówno w gabinetach kosmetologii oraz medycyny estetycznej, jak i w zakresie sprzętów do stosowania w domu. Zdjęcia influencerek w maskach LED zalały media społecznościowe, a w Warszawie otwarto nawet beauty bar, gdzie można sączyć modą matchę z maską emitującą światło LED na twarzy. Czy ta moda zostanie z nami na dłużej? Przekonamy się!

Wróćmy jednak do gabinetów. Tu wykorzystywane jest najczęściej światło czerwone, niebieskie i NIR (tzw. bliska podczerwień).

  • Światło czerwone (zwykle 620--670 nm): pobudza mechanizmy regeneracji skóry, zwiększa poziom energii komórkowej (ATP), przyspiesza odnowę komórkową. Pochłaniane jest przez fibroblasty, dzięki czemu pobudza syntezę kolagenu i elastyny. Oznacza to, że ma działanie odmładzające – ujędrnia i zagęszcza skórę. Dodatkowo ta długość światła stymuluje mikrokrążenie, wspiera detoksykację tkanek i może przyspieszać procesy gojenia się,
  • Światło niebieskie (zwykle 400--470 nm): ma potwierdzone działanie antybakteryjne, stąd jest często wykorzystywane jako wsparcie w terapii trądziku. Dodatkowo zmniejsza nadmierne wydzielanie sebum i poprawia wygląd cery. W synergii ze światłem czerwonym lub NIR może stymulować układ odpornościowy i ograniczać stan zapalny,
  • NIR (bliska podczerwień, ok. 810-850 nm): działa odmładzająco, przyspiesza regenerację uszkodzonych tkanek i pomaga zmniejszyć widoczność blizn. Sprawdza się w terapii trądziku (także różowatego) i łuszczycy. Dodatkowo zwiększa przenikanie składników aktywnych w głąb skóry.

Co ważne, zabiegi z wykorzystaniem światła LED są bezpieczne, nie powodują skutków ubocznych i nie wymagają rekonwalescencji. Z tego powodu świetnie wpisują się w letnie plany zabiegowe, szczególnie że wspiera też regenerację, np. po długiej podróży czy przebywaniu w klimatyzowanych pomieszczeniach. Specjaliści cenią tego typu zabiegi również za to, że mogą być wykonywane samodzielnie, ale też jako element terapii łączonych, np. po mezoterapii, oczyszczaniu wodorowym czy laserze.

W dobie mody na LED terapia światłem coraz częściej przestaje być dodatkiem, a staje się pełnoprawnym narzędziem terapeutycznym. Warto wykorzystać ten trend i tłumaczyć pacjentom, dlaczego sesja z wykorzystaniem profesjonalnego sprzętu o kontrolowanych i mierzalnych parametrach jest znacznie lepszym pomysłem niż zamówienie domowego urządzenia na tanim portalu zakupowym.

Wakacyjne ultradźwięki

Ultradźwięki to technologia idealna na wakacyjne miesiące. Nie naruszają ciągłości naskórka, nie wywołują intensywnego stanu zapalnego, mogą być wykonywane także w okresie zwiększonej ekspozycji na promieniowanie ultrafioletowe. Procedury z wykorzystaniem ultradźwięków poprawiają mikrokrążenie, stymulują metabolizm komórkowy i ułatwiają substancjom aktywnym przenikanie w głąb skóry. Co ciekawe, nawet silnie skoncentrowane ultradźwięki – jak HIFU – mogą być wykonywane latem, ponieważ technologia ta działa w skórze nie powodując uszkodzenia naskórka.

O tym jednak, czy taką terapię przeprowadzić w wakacje, zdecyduje specjalista po przeprowadzeniu wnikliwego wywiadu. W tym wypadku skóra nie powinna być też mocno opalona przed procedurą, a około tydzień po należy unikać nasilonej ekspozycji na UV. Świetnym zabiegiem odświeżającym będzie natomiast peeling kawitacyjny, który pomoże usunąć martwe komórki naskórka i nadmiar sebum, albo sonoforeza np. z witaminą C, która poprawi jej przenikanie.

Tlen, poproszę!

Infuzja tlenowa to popularny zabieg określany jako „bankietowy”, ponieważ zapewnia skórze gładkość i promienny blask. Nie podrażnia, nie wymaga rekonwalescencji i świetnie sprawdza się latem, gdy klientki szukają zabiegów z efektem glass skin. Sama procedura polega na wtłoczeniu skoncentrowanych składników aktywnych w skórę przy użyciu sprężonego tlenu hiperbarycznego. Infuzja świetnie sprawdzi się u osób z cerą odwodnioną, poszarzałą, zmęczoną, a także narażoną na stres oksydacyjny związany z promieniowaniem UV, wysoką temperaturą i klimatyzacją. Zabieg wspomaga regenerację i poprawia poziom nawodnienia skóry. Po wizycie w gabinecie skóra wygląda świeżo i promiennie, dzięki czemu ta procedura świetnie wpisuje się w potrzeby klientek, które szukają terapii z natychmiastowym efektem.

Mikroprądy = makroefekt?

Ta technologia coraz częściej pojawia się w letnich protokołach zabiegowych jako alternatywa dla inwazyjnych procedur liftingujących. Jak to działa? Aparat emituje impulsy elektryczne o bardzo niskim natężeniu, dzięki czemu stymuluje mięśnie twarzy, poprawia mikrokrążenie oraz wspiera procesy regeneracyjne skóry. Mikroprądy tonizują mięśnie, poprawiają owal twarzy, a wielu ekspertów nazywa je w komunikacji „pilatesem dla twarzy” – to sprytny zabieg marketingowy, bo klientki dziś bardzo często korzystają z tej aktywności i chętnie sięgną po coś równie naturalnego na twarz. Efektem mikroprądów jest też redukcja oznak zmęczenia bez wywoływania stanu zapalnego czy okresu rekonwalescencji. Zapewniają efekt świeżej, wypoczętej skóry bez uwrażliwiania jej na słońce. Technologia ta wpisuje się w trend longevity, ponieważ oprócz działania anti-aging ma właściwości relaksujące i drenujące. Na rynku są urządzenia, które łączą technologię mikroprądów, np. ze światłem LED.

Czy to oznacza, że latem lepiej nie wykonywać zabiegów radiofrekwencji czy laserowych? Jak zwykle nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Wszystko zależy od sytuacji. Są sytuacje, w których takie terapie są uzasadnione, a klientka wykonująca serię świadoma i dbająca o fotoochronę. Wielu kosmetologów potwierdza, że w takich przypadkach kontynuują serię, jednak często odmawiają wykonywania tego typu procedur u klientek nowych, których skóry i nawyków nie znają. Warto też mieć świadomość, że dziś coraz częściej stawia się na mniejszą inwazyjność, ale częstsze wykonywanie zabiegów. To wpisuje się w rynkowe trendy, które promują zabiegi łagodniejsze, o długofalowym działaniu i biologicznie zgodne z naturalnymi procesami regeneracji.

Opracowała Agnieszka Wróblewska

WRÓĆ DO LISTY ARTYKUŁÓW