Fizjoterapia uroginekologiczna to specjalizacja stosunkowo nowa, która wynosi profilaktykę i leczenie na nowy poziom. O niuansach i wyzwaniach, jakie pojawiają się w tej pracy, rozmawiamy z Justyną Rejmak.
LNE: Jesteś fizjoterapeutką. Jak to się stało, że zajęłaś się fizjoterapią uroginekologiczną?
Justyna Rejmak:Ukończyłam fizjoterapię na Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi, na wydziale Wojskowo-Lekarskim. Wcześniej uczyłam się w studium medycznym na specjalizacji technik-ortopeda. Szczerze mówiąc, nie myślałam, że w przyszłości będę się zajmowała uroginekologią. Tak naprawdę chciałam być lekarką, ale z różnych przyczyn nie mogłam sobie na takie studia pozwolić. Koleżanka podpowiedziała mi fizjoterapię i tak to się zaczęło. Wtedy fizjoterapia nie była tak popularna, kojarzyła się z masażami czy ćwiczeniami, ewentualnie z „prądami”. Podczas zajęć praktycznych w szpitalach spotkałam się z wieloma trudnymi, a zarazem bardzo ciekawymi przypadkami, a lekarze pokazywali, na co zwrócić uwagę i jak poprowadzić pacjenta z punktu widzenia fizjoterapeuty, np. po operacjach. A kiedyś mało mówiło się o tym, że warto zacząć działać z fizjoterapeutą przed zabiegiem chirurgicznym czy zaraz po nim.
Już wtedy ciągnęło mnie w stronę ortopedii, chirurgii i neurochirurgii. Po dyplomie przez wiele lat towarzyszyłam lekarzom i pacjentom właśnie na tych oddziałach i w placówkach prywatnych – to było dla mnie bardzo rozwijające doświadczenie. Równolegle cały czas uczestniczyłam w różnych szkoleniach i warsztatach, choć wtedy jeszcze nie były to kursy związane z ginekologią czy urologią.
Kiedy nastąpił przełom?
Z czasem zaczęłam widzieć, jak wszystko w naszym ciele jest połączone. Pacjent przychodził np. z bólami biodra, kości krzyżowej czy bólem w obrębie jamy brzusznej i te bóle były nie do wyleczenia przez lekarzy. Zdarzało się, że po operacjach kręgosłupa trafiali do mnie pacjenci z nietrzymaniem moczu, bólami przy współżyciu. Zaczęłam więc interesować się tym tematem i powoli w niego wdrażać. Na pierwsze szkolenie wyciągnęła mnie przyjaciółka, było w temacie ćwiczeń dla kobiet w ciąży, a później sama zaczęłam szukać szkoleń z fizjoterapii w ginekologii, urologii i terapii anorektalnej. To mnie zafascynowało. Słyszałam podczas studiów, że są takie techniki, ale nie miałam pojęcia, jak bardzo mogą być pomocne pacjentom. Mam w sobie ogromną potrzebę pomagania. Organizm człowieka jest dla mnie cudem, na który należy patrzeć holistycznie i traktować go z szacunkiem. Lubię drążyć temat i szukać – obejrzałam chyba wszystkie sezony „Dr. House’a” (śmiech). Mnie też pacjenci traktują czasem jak ostatnią deskę ratunku.
Czym tak naprawdę zajmuje się fizjoterapia uroginekologiczna?
Dziedziny takie jak fizjoterapia urologiczna, ginekologiczna i anorektalna bardzo się rozwinęły i myślę, że stawiają na całościową pracę z ciałem. Stosujemy tu różne metody, w tym:
- terapię manualną,
- biofeedback,
- techniki oddechowe,
- hipopresję,
- masaż wisceralny,
- hirudoterapię.
Wykorzystuję w pracy zarówno USG, sonofeedback, elektrostymulację sondą dopochwową i doodbytniczą, jak i elektroakupunkturę oraz akupunkturę. Pracujemy też z elektrodami zewnętrznymi, szczególnie u dzieci. Co ważne, dla mnie nie ma fizjoterapii uroginekologicznej bez pracy w kroczu czy w odbycie. Wiem, to wciąż wstydliwe tematy, ale aby osiągnąć realne efekty, nie da się tu pracować tylko zewnętrznie.
Przy jakich problemach pomagasz pacjentkom i pacjentom?
Trafiają do mnie osoby, które zgłaszają dolegliwości w obrębie dna miednicy, mają problemy z nietrzymaniem moczu, odczuwają bóle podczas współżycia, mają bóle w kroczu, dolegliwości bólowe kręgosłupa, utrzymujące się problemy jelitowe. Są to też często osoby, które przeszły operacje w obrębie jamy brzusznej, cierpią na chroniczne zaparcia lub biegunki. Zajmuję się rekonwalescencją po porodach i przygotowaniem do porodu – niezależnie od jego rodzaju. Na wizyty umawiają się do mnie pacjentki w okresie przed- i pomenopauzalnym, z endometriozą, bolesnymi miesiączkami, hemoroidami oraz w trakcie leczenia onkologicznego. Fizjoterapia uroginekologiczna może pomagać zarówno kobietom, jak i mężczyznom, także po operacjach prostaty czy w przypadku zaburzeń erekcji oraz przy bólach w odbycie.
Mamy do dyspozycji zabiegi, które zaleca się wykonywać przez operacjami, żeby ciało szybciej się regenerowało, by tkanki podejmowały szybciej pracę funkcjonalną, pacjent szybciej doszedł do zdrowia. I, oczywiście, pracuję też z pacjentami, którzy mają problemy z płodnością.
Możesz nam opisać jakiś ciekawy przypadek, żeby zobrazować, jak to działa?
Oczywiście, na początek coś relatywnie prostego. Miałam kiedyś 24-letnią pacjentkę, która po porodzie miała takie bóle, że nie mogła nawet siedzieć, a co dopiero współżyć. Odwiedziła wielu lekarzy specjalistów i pojawiło się podejrzenie, że to uraz kości ogonowej podczas porodu. Tylko, że ona nie rodziła siłami natury! Podczas wizyty u mnie okazało się, że przyczyną były głębokie zrosty po cesarskim cięciu, które wpływały zarówno na przednią ścianę macicy, pochwę, jak i pęcherz.
Pacjentka miała bóle nawet w odbycie. Kiedy zaczęłam bardziej drążyć, okazało się, że ma szeroko rozsiane zmiany endometrialne. Zrosty po cesarskim cięciu mogą być bardzo głębokie, a na nich mogą się tworzyć zmiany endometrialne. Dzięki wykorzystaniu pracy manualnej, elektroakupunktury, hirudoterapii, a także elektrostymulacji (dopochwowej i doodbytniczej) oraz biofeedbacku udało mi się pacjentkę wyprowadzić z tego stanu.
To była młoda kobieta, która przez dwa lata była źle diagnozowana, słyszała, że „musi boleć”, dostała nawet skierowanie na leczenie psychiatryczne. Natomiast nikt nie wysłał jej przez ten czas na rezonans miednicy, dopiero ja.
Współpraca z kosmetologami jest dla mnie bardzo ważna, bo są często takim pierwszym kontaktem. Klientki opowiadają im o swoich problemach, często tych intymnych, więc warto, żeby wiedzieli, do kogo je odesłać.
Współpracujesz z lekarzami i kosmetologami?
Oczywiście! Mam bardzo dobre relacje z lekarzami, bo bardzo długo z nimi pracowałam. Nie zawsze wszystko idzie tak łatwo, bo nadal jest wielu specjalistów, którzy nie mają szerszego spojrzenia na zdrowie i organizm człowieka. Zwykle jednak,
kiedy merytorycznie wyjaśniam, na czym polega moja praca u danego pacjenta i co to daje, akceptują moje zalecenia.
Współpracuję nie tylko z ginekologami (także tymi estetycznymi), ale też z urologami i endokrynologami czy chirurgami i proktologami. Współpraca z kosmetologami jest też dla mnie bardzo ważna, bo to kosmetolożki często są takim pierwszym kontaktem. Klientki opowiadają im o swoich problemach, często tych intymnych, więc warto, żeby wiedziały, do kogo mogą taką osobę wysłać. Współpracuję z tym środowiskiem od wielu lat.
Nie ma jeszcze studiów z zakresu fizjoterapii uroginekologicznej.
Wiem, że w ostatnim czasie otworzyły się kierunki podyplomowe, jednak zwykle wygląda to tak, że trzeba skończyć studia na kierunku fizjoterapia, a potem już edukować się i doszkalać na własną rękę. I od razu zastrzegam, że przed chętnymi jest naprawdę sporo nauki.
Żeby umieć dobrze połączyć kropki i zdiagnozować pacjenta, trzeba poznać mechanizm działania wszystkich tkanek i narządów. Mieć odpowiednie narzędzia diagnostyczne lub wiedzieć, do kogo przekierować pacjenta. Ja wykonuję np. badanie zwane manometrią anorektalną.
To specjalistyczne badanie diagnostyczne, które ocenia funkcjonowanie mięśni i nerwów odbytnicy oraz zwieraczy odbytu. Bez tego nie da się tak naprawdę wyprowadzić pacjenta z chronicznymi zaparciami, bo mogą u niego wystąpić uszkodzenia na poziomie zwieracza wewnętrznego i zewnętrznego oraz samej odbytnicy. Wtedy sama operacja czy terapia zewnętrzna niestety nie pomogą.
W pracy przekraczasz pewne tabu związane z ciałem. Rozmowy z pacjentami bywają na pewno trudne. Jaki masz na to sposób?
To chyba kwestia charakteru (śmiech). Zawsze sobie powtarzam, że trzeba traktować pacjentów tak, jakbyśmy sami chcieli być traktowani podczas takiej wizyty. Mnie zależy na tym, żeby czuli się ze mną bezpiecznie, komfortowo. W końcu poruszamy tematy bardzo intymne, pacjentom czasem trudno pewne rzeczy powiedzieć wprost, do tego wciąż jest wiele stereotypów i kłopotów z nazewnictwem. A my tu rozmawiamy o wypróżnianiu, problemach ze współżyciem i nietrzymaniu moczu, a nawet o przebytych traumach.
Moim zadaniem jest stworzenie bezpiecznej atmosfery, wyjaśnienie, na czym będzie polegało badanie, opowiedzenie, jak pracuję, gdzie i w jakim celu. Daję przestrzeń do zadawania pytań, ale też do wyznaczania granic. Kiedy po wywiadzie wiem, że zalecane jest badanie przez odbyt – wyjaśniam dlaczego. A jeśli pacjent nie jest na to gotowy, omawiamy inne możliwości.
Myślę, że bardzo ważna jest normalizacja tych tematów. Przecież każdy z nas robi siku i kupę, może mieć dolegliwości bólowe lub problemy ze współżyciem. Ja sama je miałam w pewnym okresie życia. Na studiach uczą nas podstaw psychologii, ale nie uczą, jak radzić sobie z własnymi emocjami po ciężkim wywiadzie, kiedy pacjentka opowiada np. o śmierci swojego dziecka dwie godziny po porodzie. Empatycznego rozmawiania z pacjentem uczysz się sama. Czasem trzeba być poważnym, w innym momencie można zażartować i to rozluźnia atmosferę. Czasem jest tak, że pacjent nie chce podczas wizyty jakiegoś badania, ale gdy już porozmawiamy, opowiem mu, co i jak, to mówi w końcu, że jak już tu jest, to działajmy. Mam za sobą wiele lat doświadczenia i potrafię badać i wykonywać zabiegi bez dyskomfortu i bólu. Zawsze pracuję z wielkim szacunkiem do tkanek i obserwuję reakcje pacjenta. Pytam, tłumaczę i daję poczucie bezpieczeństwa. Nie uwierzysz, ale są pacjenci, którzy po kilku minutach tak się wyluzowują, że zaczynamy rozmawiać i żartować.
Zależy mi na tym, żeby wizyta u fizjoterapeuty uroginekologicznego była normalnym elementem profilaktyki, a pacjentki i pacjenci nie trafiali do nas, kiedy już jest źle i nie traktowali nas jak przysłowiowej ostatniej deski ratunku. Taka wizyta mogłaby się odbywać nawet raz na trzy lata. Jestem przekonana, że dzięki prewencji – np. przed operacją czy porodem – możemy zdziałać naprawdę dużo. I zapewniam, że nie ma się czego bać!
Rozmawiała Agnieszka Wróblewska

Justyna Rejmak
Fizjoterapeutka, fizjoterapeutka urologiczna i anorektalna, absolwentka Uniwersytetu Medycznego w Łodzi na Wydziale Wojskowo-Lekarskim. Jest technikiem ortopedą, terapeutą manualnym, naturopatą-czeladnikiem i hirudoterapeutą. Pacjentów przyjmuje m.in. w Sharley Medical Clinic.